Warmińskie pola, kwiecień

Trochę w tym roku spóźnione ale są, warmińskie pola zazieleniły się w końcu. Pora na długie spacery po miedzach, napotkane za zakrętem i za wzgórzem pary żurawi, spłoszone stada młodych saren. To jeszcze nie czas wczesno letnich mgieł, ale czuć już zapach ziemi. Czysta przyjemność obserwowania natury.

Mewie łowy, Wadąg

Poranek na ujściu rzeki Wadąg, nijaki, spóźniony, niewyspany. Uratowały je mewy, kilkanaście sztuk krążących, ganiających się w krzyku nad wodą i raz po raz wystawiających autofocus mojego obiektywu na najtrudniejsze próby. Pikowanie w dół i łapanie ryby było super widowiskowe, tak mi się przynajmniej wydawało, bo nie nadążałem za tym obiektywem. Pierwsze wprawki w tego typu fotografii i już wiem jakie to trudne i jak wielki szacunek trzeba oddać mistrzom fotografii ptaków w ruchu.

Ukwiecone całe miasto

Kwiecień, w końcu zakwitło to, co miało kwitnąć. Pora wyciągnąć pozyskany specjalnie na tę okazję obiektyw makro i próbować, próbować, próbować. Taki to rodzaj fotografii że oczy łzawią, szyja boli od wyginania a karta pamięci prosi o dodatkowe gigabajty, bo nie sposób jednym pstrykiem trafić z ostrością tam gdzie trzeba. Jak jest czas, to może to być świetna zabawa. A efekty zależą tylko od własnej inwencji.

Początek kwietnia, las

Blurowe plenery mają to do siebie że nie obfitują w spektakularne spotkania ze zwierzętami, nie udaje się jeździć na wczesne świty o nieludzkiej porze. Nie o to jednak w nich chodzi, cała przyjemność to wspólne doświadczanie przyrody. No i rozmowy, ludzie i wspólnie wypita kawa.

Marcowe ptaszyny

Marzec, jeszcze zimno, jeszcze poranki w rękawiczkach i z wciąż zmrożonymi policzkami. Na płynącej wodzie jednak, u ujścia rzeki z jeziora Wadąg, panował spory ruch. Trafiłem na przyjemne światło, słońce przebijające się zza drzew i lekką mgłę, było więc trochę malarsko. Tak jak lubię. Cisza i śpiew ptaków.