
Fotografia krajobrazu z powietrza pozwala na więcej. To oczywiście banał, łatwo wyobrazić sobie, że latając dronem można aparatem zajrzeć wszędzie, wlecieć nad każde miejsce dostępne w granicach obowiązującego prawa i z zachowaniem bezpieczeństwa lotu. Można zawisnąć na wysokości 120 metrów, objąć w kadrze olbrzymią połać terenu aż po horyzont, lub zrobić sobie quasi-satelitarną fotografię top-down, jak na Mapach Google’a. Można też, choć tu trzeba już ostrożniej sterować dronem, podlecieć nad trudno dostępne miejsce – nad bagno, meandrującą rzekę lub wyspę nad jeziorem, zachowując niewielką wysokość lotu. Żeby jednak efektem tych prób była fotografia ciekawa, faktycznie pokazująca coś z innego punktu widzenia, musi też być wizualnie poprawna. Powinna przedstawiać ciekawy obiekt dobrze skadrowany, tu obowiązują dokładnie te same zasady co w fotografii wykonywanej aparatem z ziemi. Ale żeby nie była tylko fotografią dokumentującą wybrane miejsce z góry, powinna wykorzystywać coś jeszcze. Wg mnie w fotografii dronowej tym bardziej istotne jest znalezienie form lub struktur – kształtów geometrycznie nam znanych, układów linii, tekstur, czasem również kolorów.
Tak właśnie szukałem ostatniej zimy ciekawych ujęć w rodzinnym mieście. Miejsce, które odkryłem, mijałem wcześniej setki, jeśli nie tysiące razy. Jest doskonale znane mieszkańcom, choć niekoniecznie ktoś zwraca na nie uwagę. Znajduje się przy popularnej górce w miasteczku studenckim, na której co roku organizowane są juwenalia. Zimą tuż obok dzieciaki zjeżdżają na sankach, wiele lat temu był tu nawet wyciąg narciarski. Pięćdziesiąt metrów obok, w gęsto zarośniętym, zacienionym dołku, stoi niewielkie bagno, bo ciężko nazwać je jeziorem. Latem raczej nie przyciąga śmiałków, odstrasza pokrzywami, gęstwiną i rojami komarów. Zimą też nikt tu niczego nie szuka. Za to z powietrza – wystarczyło wznieść się trzydzieści metrów ponad wierzchołki drzew, i już znałem tytuł fotografii którą miałem na wyświetlaczu. To „Ukryte” lodowe maleństwo, mi kojarzące się od razu z zarodkiem. Otoczony zbiegającymi się centralnie liniami drzew, nie potrzebował prawie żadnych zmian – konwersja do czerni i bieli nie zmieniła prawie nic, wystarczyło delikatnie poprawić kontrast. Wizualnie przedstawia się dość prosto, ale też mocno, jest graficzną, mocną fotografią. Takie ukryte perełki czekają tylko na odkrycie, wystarczy poświęcić trochę czasu i uruchomić wyobraźnię.