
Wielkanoc spędziliśmy nad brzegiem Biebrzy, w miejscu znanym doskonale miłośnikom ptaków, tuż przy drodze-grobli na Biały Grąd. Z tą groblą to za dużo powiedziane, będąc tu dwa lata temu faktycznie po obu stronach rozciągały się zalane wodą łąki, ale w dobie trwającej suszy można było przejść do samej wieży widokowej w trampkach. W ubiegłych latach wiosną większość rozległej, płaskiej doliny rzecznej znajdowała się pod wodą i była miejscem do życia dla dziesiątek gatunków ptaków i ssaków. W tym roku nie ma wody, torfowiska są suche, w powietrzu nie słychać aż tak bardzo ptasiego rumoru. Mimo to krajobraz jest piękny i surowy. Mogliśmy dojść do zakoli rzeki i kilku ostróg-starorzeczy. Doszliśmy też do jednej z wysp mineralnych – niewielkich wzgórz pośród tego nizinnego terenu, na których rosną pięknie poskręcane drzewa. Magiczne miejsce, wyobrażam je sobie jako ostatnie relikty dawnych uświęconych gajów. Albo miejsce odpoczynku tolkienowskich drzewców.