To był dla mnie udany rok pod znakiem ewolucji, nie tylko artystycznej, ale też sprzętowej. Dla fotografa narzędziem pracy są aparaty i obiektywy, tym bardziej początek i koniec roku 2023 to dla mnie ogromna zmiana i równie wiele nowych wyzwań edukacyjnych. W styczniu w moim plecaku pojawił się DJI mini 3 pro – dron miniaturowy, ale pod kątem jakości i możliwości fotografowania otwierający przede mną kolejny wymiar. W grudniu z kolei znalazłem następcę pełnoklatkowego aparatu i stałem się posiadaczem pierwszego w kolekcji bezlusterkowca, wybór padł na Nikona Z5 i mogę powiedzieć że był wyborem trafionym. W międzyczasie migawka starego Nikona D610 odsłużyła już swoje i przeszła do krainy wiecznej ekspozycji.
Styczeń był bardzo emocjonujący, pierwszy raz samotnie wybrałem się na kilkudniową eksplorację okolic Białowieskiego Parku Narodowego, spotkania z żubrami w wyczekanej zimowej aurze były niezapomnianymi momentami ekscytacji i uniesienia.

Luty upłynął na pierwszych, ostrożnych próbach lotniczych, a nadchodząca zima i lód na jeziorach odkryły przede mną świat dronowych abstrakcji (dzięki którym poznałem, na razie tylko internetowo, człowieka o podobnej wrażliwości fotograficznej, Jeża Łaźniewskiego).

Marzec nie był pogodowo zbyt łaskawy, ale w końcówce, przy pierwszym wiosennym ociepleniu, udało się spędzić parę dni z Asią na rozlewiskach Narwi i Biebrzy, gdzie licznie występowały jedynie czaple białe. Czas jednak był dobrze spędzony, a głowa przewietrzona.

W kwietniu wróciliśmy na Podlasie już całą rodziną, żeby spędzić Wielkanoc nad brzegiem Biebrzy w Goniądzu, tym razem obserwując sporo nowych dla nas gatunków ptaków, ale też spotykając łosie. No i odkrycie grobli w „Białym Grądzie” to było zderzenie z przyrodą, które musimy powtórzyć w przyszłym roku.

Majówkę spędziłem w motocyklowym siodle zwiedzająć Litwę, Łotwę i Estonię, ale fotograficznie udało się sfotografować w pięknym świetle wiosenne, warmińskie pola – oczywiście z drona.

Czerwiec to najwcześniejsze świty w roku, było więc ciężko zdążyć na wszystkie piękne poranki, ale udało się złapać w obiektywie mgliste krajobrazy jeziora Klebarskiego.

W lipcu odwiedziliśmy w Powałczynie Anię i Wojtka, sfotografowałem z powietrza ich piękne bagno, a potem… utopiłem drona 🙁

Sierpień to wakacyjne wyjazdy bez aparatu – najpierw przepiękne włoskie jeziora i Alpy z Joanną, Januszem i dzieciakami, a potem motocyklowy, samotny wypad w Bieszczady. Końcówka miesiąca zapowiadała już za to jesienny spektakl – rykowisko.

Wrzesień był miesiącem, kiedy najwięcej czasu spędziłem z aparatem w ręku, a także w nowym mieszkanku – namiocie-czatowni, w którym polowałem na zwierzęce kadry. Codzienne wyjazdy, podchody z Agnieszką i Izą, sporo frustracji po spędzonych bez rezultatu godzinach w krzakach, ale też piękne momenty, kiedy jelenie dały się fotografować. Niezapomniane momenty.

Październik to krótki powrót do jesiennej tym razem Białowieży i wspólne z Asią poszukiwania stad żubrów. Stad nie było, ale te pojedyncze byczki dały nam mnóstwo emocji i radości.

Listopad był w minionym roku nietypowy, ciepły, jesienny i kolorowy, a potem jak za dotknięciem magicznej różdżki – mocno zimowy. Wtedy też udało mi się stworzyć dronową abstrakcję, którą zgłosiłem do tegorocznej zabawy w Otwartych Mistrzostwach Fotograficznych. Niezależnie od wyników, ta miniatura jest jedną z moich najlepszych fotografii 2023 roku.

No i został grudzień, który był miesiącem bardzo ponurym i nie dającym dużo dni dla fotografii, mimo to zakończę ten rok bardzo kolorowym i ciepłym zachodem słońca nad Kabornem.

Apetyt na fotografię w roku 2024 jest duży, nowy aparat wymaga jeszcze odrobiny nauki i mocno skierowałem się w stronę poznania nowinek technologicznych w dziedzinie obróbki fotografii (przyznaję, że na parę lat temat zmian w pakietach Lightrooma i Photoshopa zupełnie odłożyłem na bok i zostałem z tyłu, czas to nadrobić). Parę fotograficznych kierunków jest w planach, z Podlasiem i rozlewiskami rzek na pierwszym miejscu. Mam też nadzieję, że nowo poznani ludzie w Związku Polskich Fotografów Przyrody przyniosą również sporą porcję wiedzy, doświadczeń i inspiracji. Nowym kierunkiem, jaki chciałbym poznać, jest np. Puszcza Knyszyńska i generalnie dalsze zakątki Mazur. Może też uda się znaleźć nowe miejscówki na Warmii, po cichu liczę że dojadę tam na dwóch kółkach. Mam nadzieję, że w roku 2024 dobrych fotografii będzie jeszcze więcej i będę mógł się tym z Wami podzielić, a za wszystkie lajki i komentarze w minionym roku bardzo mocno dziękuję, to niesłychanie silny bodziec dla dalszych prób, poszukiwania światła i kadrów. Czego i Wam życzę na cały 2024 rok.