Jezioro Linowo

Wrześniowy poranek nad jeziorem Linowo był przede wszystkim bardzo forsownym wejściem w nowy dzień. W gumakach, z pełnym plecakiem i statywem przeszedłem ponad 6 km wzdłuż linii brzegowej. Takie powolne łazikowanie było męczące, ale dało mnóstwo frajdy z odkrywania kolejnych przecinek w trzcinowiskach, głównie wykorzystywanych przez wędkarzy. Pogoda i warunki były świetne – gęste, wędrujące obłoki mgły na tafli wody. Z drugiej strony oczekiwałem trochę więcej ptaków, a jednak zatoki Linowa były często zupełnie puste. W kilku miejscach udało się jednak z cichego podchodu zastać parę łysek i perkozów. Ten poranek dał głęboki oddech, był małą ucztą dla ciała i duszy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *