Mędrzyńskie olbrzymy

Koniec stycznia, śnieg jednego tygodnia, w następnym znika w strugach zimowego deszczu. Na ostatnią sobotę i niedzielę w tym miesiącu pogoda przewidziała skrajnie niekorzystne warunki. Orkan który pomysłowy meteorolog nadał imię Nadia przyniósł bardzo silny, zachodni wiatr i duże opady, głównie mokrego śniegu. Nie jest to wymarzony czas na spokojne wędrówki w plener, ale w końcu siedzenie w domu i patrzenie w ekrany może okazać się nie mniej chorobliwe. Jeszcze raz więc idąc śladem sentencji, mówiącej że nie ma złej pogody, jest jedynie niewłaściwy ubiór, otulony w puch i pierze wylądowałem w okolicach Rezerwatu jeziora Kośno.

Stara droga idąca na południe, w stronę Łajs i Bałdzkiego Pieca doprowadziła na skraj śródleśnego jeziora. Na przepuście oddzielającym wodę od osuszonych łąk, w trzcinowiska uciekła spłoszona wydra. No i zaczęło sypać. Może to i dobrze, lubię ostatnio tą zimową, zadymkową niewyraźność obrazu. Zwierzęcymi ścieżkami z jednej i drugiej strony zatoki sprawdziłem widok na całe jezioro, po czym wróciłem na drogę biegnącą resztkami buczyny. Cel był jeden – dojść do opisywanych kiedyś przez ks. Barczewskiego łąk mędrzyńskich, na których zawsze gdy jestem, wyobrażam sobie bogactwo zwierząt, jednocześnie nigdy na własne oczy nie widząc żadnego życia. Może kiedyś uda się tu znaleźć po cichu, o brzasku lub pod wieczór w ciepłe miesiące – jestem pewien że to miejsce tętni, wcale nie muszą świadczyć o tym myśliwskie ambony strategicznie rozmieszczone w każdym narożniku tych wyrwanych lasom łąk. Kiedyś, kiedy mieszkali tu ludzie, musiał to być raj na ziemi. Teraz zachwycają przede wszystkim olbrzymy, niektóre wpisane na listę chronionych pomników przyrody, niektóre mniej eksponowane, chronione przez młodsze drzewa aby wciąż dożywały swych dni. Nawet w taką pogodę wymagały by się przed nimi zatrzymać, zadrzeć głowę i niemo patrzeć szeroko otwartymi oczyma. Natura jaką kocham najbardziej.

Leave a Comment