Długo planowana zmiana podstawowego w moim fotograficznym plecaku korpusu aparatu przyszła w okresie, w którym ciężko znaleźć czas na wyjście w plener i przetestowanie sprzętu. Grudzień jest póki co pochmurny, rano ciemno, po pracy ciemno, ale post nie jest po to żeby narzekać. Udało się zrealizować plan i zamienić lustrzankę APS-C – Nikona D500 (trafił w dobre ręce młodego entuzjasty fotografii), na pełnoklatkowy bezlusterkowiec Nikona Z5 mark ii. Wybór jest rozważny, nie romantyczny, budżet na zakup sprzętu nie jest z gumy i wybór nie padł na najwyższe modele Z8 i Z9 w stajni Nikona. Druga generacja modelu Z5 w powszechnej opinii fotografów daje więcej, niż wskazuje na to metka z ceną. Dla mnie kluczowym jest najnowszy procesor obrazu, Expeed 7 (ten sam co w najwyższych modelach z półki profesjonalnej). Jest on oczywiście, jak to w bezlusterkowcach, powiązany z szybkością i skutecznością systemu autofocus, a właśnie on budził największą irytację w poprzednim zestawie do fotografii przyrodniczej – D500 + Sigma 60-600. W tak długich ogniskowych, mając do dyspozycji jednak dość ciemny obiektyw przy często słabych warunkach oświetleniowych, skuteczność i celność AF-u to duże wyzwanie dla aparatu. Nikon D500 spisywał się średnio, to świetny aparat do fotografii sportowej, przy dobrym świetle, ale w lesie, nad ranem, gdy jest ciemniej, ostre fotografie były loterią i czasami traciłem dobre kadry przez AF ustawiony na tło sceny.
Po tym jak miałem możliwość przetestowania bezlusterkowca Sony, a potem na Wizjach Natury podpiąłem też swoją Sigmę 60-600 do testowego Z5ii, byłem zachwycony tym, jak zupełnie inna technologia „ostrzenia” odmienia pracę z obiektywem. Poprzednio zastanawiałem się długo nad koniecznością mikrokalibracji obiektywu, czasem w złości chciałem go sprzedać. Z nowym korpusem Z5ii obiektyw dostał nowe życie, szybkość i celność autofocusa odmieniła sposób fotografowania. Sam korpus jest niewielki i łatwo mi było go skonfigurować, bo niewiele różni się od poprzedniego modelu który dalej używam z obiektywami szerokokątnymi i makro. Ale właśnie połączenie Z5ii z długoogniskowym teleobiektywem jest tym przysłowiowym Złotym Graalem, którego szukałem. Pewności co do tego nabrałem w miniony weekend, kiedy udało się wyjść na kilka godzin w mokry, grudniowy las. Światła nie było wiele, zalegała mgła, w lesie nie było śladu zwierząt, trudno. Pozostało fotografować las i tu pierwszy raz nie straciłem ani jednego kadru z przyziemnego powodu słabego autofocusa. Ostrość była za każdym razem dokładnie tam, gdzie chciałem, korzystając czy to z automatycznego wyboru pól, czy ze wskazania punktu i śledzenia go w kadrze. Zgadzam się z recenzentami – Z5ii to aparat który oferuje dużo więcej, niż większość ludzi się spodziewa. Ergonomia, zwłaszcza z gripem oraz jakość wykonania jest na świetnym poziomie, a szybkostrzelność – jak dla mnie wystarczająca. Teraz tylko czekam na lepsze warunki i trochę życia w kadrze, fotografowanie ptaków tym zestawem zapowiada się naprawdę dobrze!











