Europejskie zimy w ostatnich latach stają się cieplejsze i coraz bardziej suche. To co kiedyś nazywaliśmy prawdziwą zimą, zaczynało się od śnieżnych zasp w grudniu i trwało czasem aż do kwietnia, dając mnóstwo okazji do śnieżnych szaleństw. Miało to też olbrzymi wpływ na przyrodę i zachowanie zwierząt. Dziś okres zimowy to w większości jesienna plucha, przecinana uderzeniami silnych wiatrów znad Atlantyku i Morza Północnego, i krótkie epizody mrozu. Właśnie taka pogoda, gdy mroźny wyż znad kontynentu azjatyckiego poprzedzały mocne opady mokrego śniegu, zdarzyła się w lutym bieżącego roku. Był to moment, którego nie chciałem przegapić, wędrowałem więc z aparatem w ręku po ulubionych szlakach Warmii.

Fotografia „mamutów” powstała w miejscu, gdzie jedno z jezior Rezerwatu Kośno wypłyca się przechodząc łagodnie w polanę, gdzie trwają jesienne rykowiska. W północnej zatoce bobrze rodziny zostawiły w wodzie wystające pniaki ściętych drzew, które przez lata obrastały wodnymi trawami. Kiedy uderzył mróz, jezioro pokrył lód, a ten z kolei przyprószony został śniegiem. Widok jaki zastałem przypomniał mi „Epokę lodowcową”, powietrzny widok wędrujących, włochatych mamutów przez puste przestrzenie kontynentu.

Tej fotografii nie byłbym w stanie wykonać bez użycia drona. Długo czekałem na sprzęt, który przy wadze w kategorii mini, miałby na pokładzie kamerę z jasnym obiektywem, plikami raw i bracketingiem ekspozycji. Jesienią ubiegłego roku uznałem, że zarówno ja dojrzałem do tej decyzji, jak i na rynku pojawił się odpowiedni model. Fotografia dronem otwarła zupełnie nowy rozdział w moim rozwoju, dając nieograniczoną możliwość wykorzystania dowolnego point of view. Chciałbym, żeby fotografie z powietrza nie odbiegały stylem od dotychczasowych prac, żeby były spójne i nie odbiegały techniczną dojrzałością. To doskonałe narzędzie, ale i ogromne wyzwanie, a na pewno stanowi olbrzymi bodziec do nauki i częstszego fotografowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *